Siedziałem w salonie, na kanapie, przykryty kocem i piłem słabą kawę. Gdy usłyszałem kroki, schodzące po schodach i po chwili na kanapie obok mnie usiadła prawie pięciu letnia, brązowo włosa dziewczynka. Darcy.
-Tato...-powiedziała Darcy.
-Tak, słońce?-powiedziałem.
-Inne dzieci mnie nie lubią.
-Czemu tak uważasz?
-Nazywają mnie dzieckiem udawanych rodziców.
-Ale ty nie jesteś takim dzieckiem.
-Ale jeśli to prawda?-powiedziała Darcy z łzami w oczach.
-Nie jest to prawda.
-Skąd?
-Słończe.-powiedziałem, przytulając Darcy-Mogą mówić co chcą, ale Ty zawsze będziesz moją małą księżniczką. Strasznie przypominasz mi twoją mamę.
-Tak?
-Tak. Ona też kiedyś płakała przez złych ludzi, tak samo jak ty. Ale ona się nie poddała. Walczyła dalej.
-Tęsknie za mamą.-powiedziała Darcy, wtulając się we mnie.
-Nie tylko ty.
8 godzin później...
~Susan~
Była już 19-nsta. Ubrałam się i wyszłam z domu. Po kilku minutach byłam już na miejscu. W miejscu gdzie odbywało się ognisko było około 20-stu osób. Jeszcze pamiętam jak Drużyna ,,U'' , była to siedmioosobowa grupa. A teraz? Prawie 20!
~Susan 2 lata temu~
-To może, zrobimy małą plotkę?-powiedział Louis.
-Co masz na myśli?-powiedziała Agata.
-Może tak. Ja i Niall, powiemy prasie, że rano poszliśmy do domku Zayn'a i zauważyliśmy wywarzone drzwi, następnie, że wbiegliśmy do mieszkania i ,,niby'' przeszukaliśmy. A Zayn'a nigdzie nie ma.
-Hm...całkiem dobry pomysł.-powiedziałam.
-Co?! Dobry?! Mam tu siedzieć?! Cały czas związany?! A jak ktoś tu wejdzie?!-krzyknął Zayn.
-Spokojnie, w mieszkaniu jestem tylko ja i Kacper, rodzice wyjechali na 5 miesięcy do Paryża.-powiedziała Laura.
-Tak, ale pod jednym warunkiem.-powiedział Kacper-Rozwiązujesz go kiedy: chce on do toalety, na śniadanie, obiad i kolacje, no może na noc.
-Zgoda.
-No to. Drużyna ,,U''!
-Drużyna ,,U''?-powiedziałam.
-No tak, skoro Zayn został uprowadzony. To nasza ekipa nazywa się Drużyna ,,U''.
-Drużyna ,,U''?-powiedział Niall, wyciągając rękę.
-Drużyna ,,U''.-powiedział Louis, powtarzając gest Niall'a.
-Drużyna ,,U''-powiedziałam równocześnie z Laurą, Kacprem i Agatą, powtarzając gest Niall'a i Louis'a.
~Susan (teraz)~
Minęły dwa lata... Jak ten czas szybko leci.
-Zuza, wreście jesteś!-powiedział Kacper, podchodząc do mnie.
-Ta-a. Jestem.-powiedziałam.
-20?
-Tak. Jak udało ci się tyle osób zebrać?
-Jakoś się dało.
Uśmiechnęła się.
-Pamiętam jeszcze, jak było nas tylko siódemka.
-Tak. Dobre czasy.
-Tak więc, co tam u twojej żony?
-U Jade? Dobrze. Jest w piątym miesiącu ciąży.
-Yhym.
-A co tam u twego chłoptasia?
-Zostawiłam go z trójką dzieci.
- I jak?
-Daje rade.
-A zapomniałem! Masz!-powiedział Kacper, dając mi bransoletkę.
Bransoletka była na czarnym skórzanym pasku z przywieszką typu komiksowych napisów ,,Zap!''.Taki sam napis miał Zayn na ręce.
-Dzięki.-powiedziałam, ubierając bransoletkę.
-Uznałem, że ty i Laura, powinnyście mieć coś związane z Zayn'em. A z styłu zawieszki jest wygarewowane data urodzenia i śmierci.
-Kacper, ta bransoletka jest wspaniała. Jeszcze raz dziękuje.
-Nie ma za co.
Uśmiechnęłam się.
~Laura~
Spacerowałam sobie. Mój brat dał mi bransoletkę z zawieszką napisem ,,Zap!''. Zayn... Chodziłam w kółko, mijałam wiele osób, niektóre twarze były mi znajome. Obiecał, że przyjdzie. Kiedy nagle upadłam na ziemie.
-Przepraszam cię. Nie zauważyłem cię.-powiedział ktoś, pomagając mi wstać-Pięknie wyglądasz.
-Michał.-powiedziałam-Jednak przyszyłeś!
-Przecież powiedziałem, że przyjdę.-powiedział Michał.
Uśmiechnęłam się.
-Chcesz się przejść przez staw?
-Jasne. Chętnie.
~Agata~
-Louis?-powiedziałam.
-Tak?-powiedział Louis z dołu.
-Gdzie są pieluchy?
-A nie ma tam gdzie zawsze?
-Nie ma tam!
-To idę kupić.
-Okey. Tylko szybko!
-Dobra!
Następnie usłyszałam zamykanie drzwi na dole. Westchnęłam.
-Widzisz Lily, jakiego ty masz ojca.
-Mama!-powiedziała Lily.
Uśmiechnęłam się.
~Louis~
Pojechałem do supermarketu, kupić pieluchy. Gdzie jest ten dział dziecięcy?
-Darcy nie kupie ci tej czekolady!-usłyszałem za sobą, dobrze znany mi głos.
Odwróciłem się i zobaczyłem Harry'ego i jego córkę Darcy.
-Plose.-powiedziała Darcy do Harry'ego.
-Nie.-powiedział Harry.
-Plose, plose.
-Księżniczko, proszę nie rób miny swojej mamy.
-Plose...
-Czemu zawsze musisz mi przypominać matkę. Hm?
-Bo Darcy to mieszanka wybuchowa.-powiedziałem podchodząc do Harry'ego i Darcy.
-Boo!-powiedział Harry, gdy mnie zobaczył.
Uśmiechnąłem się.
-To mogę czekoladę?-powiedziała Darcy.
-Mówiłem już, że nie.-powiedział Hazza.
-A wujek Lou mi kupi czekoladę?
-Chętnie bym ci Darcy kupił czekoladę, ale twój tato później by mnie ubił za to, że kupiłem ci czekoladę. Więc, wybacz.
Brunetka zrobiła smutną minę.
-A gdzie masz dwójke dzieci?-powiedziałem.
-W domu, Gemma się nimi opiekuje.
-Czyli mały wypad na zakupy, ojca i córki?
-Tak.
-Ale tato mowil, że kupi mi cosz!-powiedziała Darcy.
-Ale nie czekoladę.
-I dziwisz się, że Susan nie umie z tobą wytrzymać.
-Ej! To nie moja wina, że Darcy jest taka jaka jest!
-To ty zapłodniłeś Susan-Puzan*, więc jest to twoja wina.
-Lou, jak mogłeś to powiedzieć?!
Zacząłem się śmiać.
Susan-Puzan - tak jest nazywana Susan przez 4/5 1D.
______________________________________________________
Rodział jest. Wreście.
Wybaczcie, że tak długo czekaliście, ale nie miałam weny.
Ale teraz znów jest!
Zapraszam do głosowania w ankiecie!
Minimum 3 komentarze- rozdział w środę.